Paste your Google Webmaster Tools verification code here

Damian płynie dla dzieci z hospicjum

Damian płynie dla dzieci z hospicjum

Damian płynie dla dzieci z hospicjum

Kajakiem można zwiedzać, wypoczywać, ale również spotkać kogoś ciekawego.

Tak było w miniony czwartek kiedy to po sprawdzaniu spławności nowohuckiej Dłubni na zbliżające się w weekend spływy kajakowe, Kuba i Marcin po środku Wisły spotkali się z innym kajakarzem w wyjątkowo dziwnym kajaku i zaskakującym napisem “Damian płynie dla dzieci z hospicjum”.

Nie mogli się nie przywitać i zapytać dokąd płynie i jaki cel przyświeca temu napisowi na burcie jego kajaka.

Damian w sobotę (30.07) wyruszył na wyprawę, która jest spełnieniem jego marzeń, a jednocześnie wsparciem Dzieci z Fundacji Podkarpackie Hospicjum dla Dzieci z siedzibą w Rzeszowie. Zamierza on przepłynąć całą Wisłę aż do Gdańska kajakiem zrobionym samodzielnie z gałęzi znalezionych w lesie oraz przyborów zakupionych w sklepach budowlanych.

W JAKI SPOSÓB TY MOŻESZ POMÓC?

Wpłacając darowiznę na konto:
Bank Zachodni WBK S.A. 5 Oddział w Rzeszowie 20 1500 1100 1211 0005 1667 0000
Tytuł wpłaty: darowizna na cele statutowe

Lub

wysyłając SMS o treści OPIEKA na numer 73601 (koszt 3,69 z VAT)

lub

Przekazując każdego roku 1% podatku
KRS: 0000265120

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Dłubnia spływów pigułka

Dłubnia spływów pigułka

“Dłubnia to spływów pigułka…”

Czy dam sobie radę na spływie Dłubnią? To pytanie zadaje sobie każdy chcący rozpocząć przygodę z kajakami w Nowej Hucie.

Jeśli jeszcze zastanawiacie się nad tym czy Dłubnia jest rzeką, z którą poradzicie sobie na spływie kajakowym zapraszamy Was do lektury, którą otrzymaliśmy od jednego z uczestników spływu.

“Muszę przyznać, że niemałym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie tego, co do zaoferowania ma Dłubnia na swoim ostatnim odcinku.  Wiadomo, jakie są stereotypy o takich miejskich rzeczkach – ot, kolejny nieciekawy, nudnawy, zapomniany ciek. A w dodatku w środku wielkiego miasta. Pewnie uregulowany i nudny. A tu? No Proszę, proszę!

Dłubnia na odcinku, którym przyjdzie nam spłynąć, to taki przekrój polskich rzek w pigułce. Bynajmniej nie płyniemy w otoczeniu zurbanizowanej infrastruktury miejskiej – wręcz przeciwnie – niemal przez cały czas (abstrahując od mijanych mostów) – otoczeni jesteśmy drzewami i zielenią. Ten miks natury i wpływu ludzkiego jest doskonałym poligonem i przyczynkiem do poznania, jak zachowują się w naturze typowo nasze rodzime rzeki. Na około czterokilometrowym odcinku przyjdzie nam zmierzyć się zarówno z kamienistymi, jak
i zarośniętymi brzegami, oczekiwać na nas będą przeprawy przez zawalone drzewa, paliki pod mostami (pozostałości po starych, drewnianych konstrukcjach), głazki i piaski, konieczne do omijania mielizny, a nawet – co prawda niewielkie, ale jednak – bystrza.  Rzeka wije się w prawo i w lewo, często nie widać tego, co dzieje się za zakrętem. A dzieje się dużo – i to na tyle, że czasami również przewrotka może się zdarzyć. Trzeba jednak zdecydowanie podkreślić, że spływany odcinek należy ocenić jako dość bezpieczny – przez przeważającą długość zabawy głębokość wody oscyluje w okolicach kolan i ud dorosłego człowieka.

Dłubnia daje duże możliwości edukacyjne co do nauki “czytania rzeki” i w konsekwencji – podnoszenia swoich umiejętności w omijaniu przeszkód kajakiem. Mnogość  wyzwań i zróżnicowanie jej charakteru dają całkiem dobrą próbkę pozwalającą na zaznanie tego czym są spływy kajakowe i czego należy się po nich spodziewać. Świetna sprawa dla nowicjuszy przed decyzją o tym, czy interesować się dłuższą wyprawą.

Ale nie tylko nowicjusze będą zadowoleni. Dzięki temu, że odcinek nie jest szczególnie długi – spłynięcie całości zajmuje ok. 2 – 2,5 godziny + trochę czasu na inne okołoczynności – jest bardzo dobrą propozycją na interesujące spędzenie czasu bez blokowania całego dnia. W sportowym duchu, bo trzeba powiedzieć głośno, że lenistwo na Dłubni zdecydowanie nie grozi. Wąska, zróżnicowana i kręta rzeka wymaga ciągłej uwagi, pracy i manewrowania. Nurt jest również bardzo zmienny – od szybkich odcinków aż do leniwego spotkania z Wisłą.  Finiszujemy Królową polskich rzek i to pod prąd. Brzmi trudno, ale – nie taki diabeł straszny, jak go malują. A jak na końcu smakuje małe co nieco z grilla!

Podsumowując: Dłubnia na swym ostatnim odcinku to zaskakująca sportowa przygoda dla wszystkich – o idealnej długości i ze sporym walorem edukacyjnym. I to w samym środku miasta, na wyciągnięcie ręki. Pozazdrościć Krakowiakom! Do wioseł!

Piotr Sikora – parę rzek w życiu spłynął i widział.”

Jakieś pytania? Wiosła w dłoń i do zobaczenia w kajaku 😀

Najbliższe spływy: 6 i 7 sierpnia 2016 – > Spływ Kajakowy Dłubnią


Zapisz się do naszego newslettera!

[wysija_form id=”1″]

Translate »